Kierowca nie potrzebuje kolejnej aplikacji

Każdy projekt oprogramowania transportowego prędzej czy później dorabia się aplikacji dla kierowcy. Jest w niej logowanie, lista zleceń, przycisk statusu na każdy etap, formularz dostawy, ekran aparatu, który chce dokumentu ułożonego płasko i w dobrym świetle, oraz synchronizacja działająca najlepiej przy zasięgu, którego kierowca akurat nie ma.
Pół roku później biuro znowu dostaje zdjęcia na komunikatorze, a z aplikacji korzysta dwóch kierowców, którzy lubią aplikacje.
Dlaczego kierowcy porzucają aplikacje
Kierowca pracuje. Na rampie ma na głowie magazyn, kolejkę, papiery, pasy i awizację. Pięć kliknięć w formularzu to w tej chwili nie drobiazg, tylko kolejna rzecz do zrobienia.
Hasła wygasają. Reset hasła na telefonie, w kabinie, w innym kraju, przy zamkniętym biurze kończy się tym, że aplikacji nikt więcej nie otwiera.
Telefony i kierowcy się zmieniają. Kierowcy zmieniają telefony i firmy, korzystają z prywatnych komórek i nie wszyscy czytają po polsku. Oprogramowanie, które trzeba zainstalować, skonfigurować i opanować, to mały projekt przy każdym nowym kierowcy.
U spedytora kierowca nie jest jego. Kierowca przewoźnika-podwykonawcy nigdy nie słyszał o Waszej aplikacji i nie ma powodu instalować jej dla jednego ładunku.
Statusy są dla biura, nie dla kierowcy. Większość kliknięć, o które prosi aplikacja — przyjechałem, ładuję, załadowany, wyjechałem — to informacje potrzebne biuru. Prosi się o nie osobę, która ma na to najmniej czasu, a w trakcie jazdy i tak nie powinna niczego klikać.
Co kierowcy już robią
Kierowcy już wysyłają. Zdjęcie podpisanego dokumentu dostawy. Zdjęcie listu CMR. Krótką wiadomość: rozładowany, stoję pod bramą, stoję na granicy, dwie palety nieprzyjęte. Wysyłają przez to, czego i tak używają, do kogoś, kogo znają.
To nie jest brak dyscypliny, który trzeba wyprostować. To najpewniejszy kanał danych w firmie i jedyny, który działa z każdym kierowcą od pierwszego dnia.
Przyjąć to, co przychodzi
Zadaniem oprogramowania jest przyjąć to, co kierowcy i tak wysyłają, i samemu zrobić z tym porządek.
Zdjęcie jest dokumentem. Krzywe, zrobione w ciemnej rampie, z kciukiem w rogu. Powinno zostać odczytane — referencja, data, podpis — i przypięte do ładunku, do którego należy, na podstawie numeru z kartki, kierowcy, który je wysłał, godziny i ładunków, które ten kierowca ma otwarte.
Krótka wiadomość jest statusem. „Rozładowany” od kierowcy z jedną otwartą dostawą znaczy, że ta dostawa jest zakończona. Nie musi to być przycisk.
Pytać biuro, nie kierowcę. Gdy dopasowanie jest niejasne, pytanie trafia do kogoś przy biurku, kto rozstrzygnie je w sekundę. Kierowca nie powinien przepisywać numeru referencyjnego na telefonie.
Nie uzależniać niczego od kierowcy. Jeśli zdjęcie jest nieczytelne, biuro prosi o kolejne. Jeśli brakuje statusu, biuro to widzi i dzwoni. Nic dalej w procesie nie powinno zależeć od tego, czy każdy kierowca wykonał każdy krok w aplikacji.
Kiedy aplikacja jednak pomaga
Prosta aplikacja jest schludniejsza: zdjęcia trafiają od razu tam, gdzie trzeba, nic nie ginie między zdjęciami z rodzinnego grilla, a kierowca widzi następny adres bez dzwonienia do biura. Dla kierowców, którzy jej chcą, jest lepsza. Błędem jest zbudowanie systemu, który działa tylko wtedy, gdy korzysta z niej każdy.
Dlaczego budujemy to w ten sposób
Kierowcy są najbliżej dokumentów, od których zależy, kiedy firma dostanie pieniądze. System, który utrudnia im pracę w zamian za porządniejsze dane w biurze, ma ten rachunek odwrócony.
Dlatego punktem wyjścia jest tu zdjęcie, które kierowca i tak wysyła, z aplikacją jako dodatkową opcją. Porządek w papierach to zadanie oprogramowania, a kiedy nie jest pewne, pyta kogoś przy biurku.
- kierowcy
- dokumenty
- aplikacja mobilna
- przepływ pracy